Nomen omen - Marta Kisiel

Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Otóż dwie rzeczy:

1. Kompletnie zjadła mi mózg.

2. Chcę jeszcze! Książki, nie mózgu.

 

«●»«●»«●»

 

I tu pani Matylda urwała, gdyż wyglądająca spomiędzy kraciastych pledów zmizerowana twarz Salki wpierw przybrała barwę dojrzałego pomidora, następnia zbladła jak śmierć na chorągwi, aż wreszcie rozpłynęła się w wodospadzie łez.

- Jaguś, herbata! – zakomenderowała natychmiast najstarsza z sióstr Bolesnych.

- Z malinami?

- Maliny są dobre na katar. Lej rum!

 

Człowiek człowiekowi panią z dziekanatu.

 

Spod zajmującego środek pomieszczenia stołu, na którym zalegały stosy książek, wystawała para długich nóg w fioletowych sztruksach, zwieńczona wypiętym tyłkiem.

(…)

Tyłek spod stołu zmienił położenie, a jedna z nóg zadarła się frywolnie w powietrze, wsparta na chybotliwym kolanie.

(…)

Tyłek – jakkolwiek by to brzmiało – westchnął ciężko,